niedziela, 29 października 2017

ZMARNOWAĆ ŻYCIE

Follow my blog with Bloglovin




Nie pamiętam już, kiedy ostatnio czytałam dla przyjemności. Musiało to odbyć się bardzo dawno, co najmniej dwa lata temu. W dawnych dobrych czasach pochłaniałam książki jedna za drugą. Dzisiaj zazdroszczę tamtej Natalii, która mogła i chciała robić takie niepopularne rzeczy. Zazdroszczę. 

Jednak i ta dzisiejsza N. znalazła czas i moc, żeby przeczytać trochę słowa pisanego. Padło na Przejrzystość rzeczy Vladimira Nabokova. I zanurzyła się ona w historii o głębiach historii różnorakich rzeczy i ludzi. Uderzeniem było dla niej to, że być może jakiś inny człowiek przejrzy przez wierzchnią powłokę jej koleje losu . Dlaczegóż by nie zapytać, skąd była taka reakcja? Czy w tej opowieści jest coś wstydliwego, dramatycznego? Ano jest. 

Zmarnowałam swoje życie

Tak, zrobiłam to i dokonałam tego w niecałe dwa lata. Przed zmarnowaniem swojego życia miałam swoje wzloty i upadki, ale byłam szczęśliwa. W moim świecie było miejsce na pasje, ludzi, koty, tworzenie historii. Mogłam rozwijać się w sposób ambitny, zrównoważony. Pewnie byłam też znacznie lepsza dla ludzi. Żyłam taką pełnią życia, na jaką mogłam sobie pozwolić i nie usiłowałam dopasować się do przeciętnej światowej. Wręcz przeciwnie - chciałam być inna. Nie była to potrzeba wyróżnienia się na tle pozostałych ludzi. Nie chciałam żyć, pochłaniając mody i rzeczy, nie chciałam zbierać przedmiotów, a wspomnienia, doświadczenia, umiejętności, książki i uśmiechy bliskich mi osób. Lubiłam wiedzieć coś, czego inni ludzie nie wiedzą. Piłam więc ogromne ilości herbaty, którą przegryzałam ciepłą szarlotką lub czekoladą, wodząc wzrokiem po jakichś tekstach, czytając czasopisma popularnonaukowe (w czasach ich świetności) i rozmawiając z ludźmi na forach tematycznych. Lub po prostu - rozmawiając z ludźmi.

Dziś nie jestem już tamtą osobą. Po książki sięgam niezwykle rzadko, szybko się zniechęcam i to nie tylko do czytania. Czuję niechęć do jakiegokolwiek działania, której nie mogę pozbyć się w żaden znany mi sposób. Mogłabym zastosować się do porad ze wszystkich motywacyjnych blogów świata i żaden z nich nie potrafiłby zmusić mnie do ruszenia tylnej części ciała. Odrzucam ludzi, nie potrafię ich zrozumieć, okazywać im miłości, szacunku, zainteresowania. Z trudem zmuszam się do wyjścia z domu oraz biernie ginę w czeluściach Internetu, mediów społecznościowych, tandetnych programów telewizyjnych,  po które w moim normalnym życiu bym nie sięgnęła. 

Jest źle

Mam świadomość tego, w jak złym położeniu się znajduję. Mimo odstawienia niektórych toksycznych elementów, nie zdrowieję. Nie leczę mojego umysłu. Być może nie potrafię. Chcę działać, znowu być sobą. Będę o to walczyć, żeby w przyszłości nie być postrzeganą jako osoba, która jedynie spadła na dno; żeby odzyskać szczęście i szacunek do samej siebie. Dziś go nie mam. 



1 komentarz:

  1. Też kiedyś czytałam a raczej pochłaniałam książki zwłaszcza literaturę arabską, teraz znalazłam nową pasję - gotowanie i pieczenie. Ciekawe co będzie następne :-)
    https://wanilioweimprowizacje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia